[antydatowany wpis nr #01]
Z tego co pamiętam dziś (04.12.06), tego dnia dostałem telefon od mojej mamy, o tym, że u nas na osiedlu jest mieszkanie do kupienia za stosunkowo nieduże pieniądze. Na wieczór umówiliśmy się z pośrednikiem na obejrzenie mieszkania.
Mieszkanie było w dość nieciekawym stanie, ponieważ starsza osoba która mieszkała tam wcześniej, najwidoczniej nie była w stanie o nie zadbać. 42m kw. 2 pokoje, kuchnia, łazienka i wc. Sporo miejsca z jednej strony ale z drugiej, nieustawnie i niewygodnie. Ha. Jeszcze mieszkania nie kupiłem a już narzekałem. Wieczór spędzony na przemyśleniach i następnego dnia: 21-09-2006 z samego rana, postanowiłem udać się do biura pośrednictwa, wpłacić zaliczkę i podpisać umowę przedwstępną.
Wtedy jeszcze nie wiedziałem czy się cieszyć czy rozpaczać nad koniecznością porzucenia młodości i prawdziwego wkraczania w dorosłość.
Do ostatecznej decyzji popchnęła mnie cena mieszkania. Razem z moją szanowną rodzicielką śledziliśmy rynek nieruchomości i ceny zaczęły rosnąć niestety. A cena tego mieszkania była na tyle korzystna, że nawet licząc kasę przeznaczoną na remont – oferta była na tyle korzystna, że nie było potrzeby szukać dalej.
Tym oto krokiem, zupełnie niespodziewanie – zaczynałem drobnymi krokami stawać się niezależny od rodziców.