Archiwum z listopad, 2006
Zaraz wracam…
28 listopad, 2006Uwięziony w Świnoujściu!
27 listopad, 2006Tak naprawde, to nie uwięziony – a w pracy (co wychodzi na to samo!). Tylko co to za pracowanie, jak nie mam tam w co ręki włożyć? Przywiozłem ludzi do pracy i czekam aż skończą aby odwieźć ich do domu. Transport jest potrzebny ponieważ nie ma tych ludzi już gdzie zakwaterować. Ja mam tu parę spraw do załatwienia ale uwinę się z nimi w 30 minut. I co dalej? Spacerować do 16.20? Muszę się zająć czymś czasochłonnym aż do fajrantu. Na początek padło na kawiarnie internetową…
- Tylko co to za kawiarnia bez kawy, “pytam oczywiście! Kawiarnie bez kawy są na mojej czarnej liście!”
Oprócz tego zjem coś i na spacer nad morze sobie pojdę. Praca całkiem przyjemna, prawda? Tylko na dłuższą metę, chętnie zamieniłbym się z kimkolwiek kto ma przed sobą jasno postawione cele, jakieś zadanie do wykonania np.
- Wykopać dół od tego miejsca do 16 tej! (cytując Wojskową Teorię Czasoprzestrzeni)
Nieraz zazdroszcze ludziom, którzy na koniec dnia pracy widzą efekty swoich działań (ale to tylko czasem =P ). Mnie czeka oglądanie efektów mojej pracy dopiero jak będę ‘Na Budowie’.
Przy okazji, chciałem opowiedzieć jeszcze, jak to czasem posługując się tym samym językiem obcym, ciężko się dogadać. Wchodząc na robotę z ludźmi aby zrobić kilka zdjęć do dokumentacji, zostałem zaczepiony przez szefa obsługi (crew officer) który był rosjaninem lub jakimś innym sąsiadem ze wschodu. On po angielsku i ja po angielsku ale jakoś nie mogliśmy się dogadać.
- Who gave you permission to come on board? – zagaduje.
- Do I need permission? I’m one of the owners of the company that is refitting the ship.
- The owner? The owner is norwegian. We can talk to the captain. – odpowiada mi wyraźnie nie rozumiejąc.
- You don’t understand. My people repair the ship.
- No. We have a company to repair the ship. – Już wtedy nie miałem wątpliwości, że mnie nie zrozumiał.
- I’m one of the owners of the company. – Odparłem tak prosto jak się dało, lecz widząc niezrozumienie w oczach, dodałem: – I am the owner of the workers!
- Aaaahh. – Uśmiechnął się i pokiwał głową. Na zgodę udałem się do oficera pokładowego (deck officer) po przypinaną przepustkę z napisem VISITOR.
I pomyślałem: “Owner of the workers”? – Prościej nie dało się powiedzieć ale co to oznacza! Jestem właścicielem robotników? Hehe – prawie jak handel niewolnikami. No ale najważniejsze, że się dogadaliśmy i że jestem bogatszy w nowe doświadczenie. A korzystając ze słownika internetowego www.ling.pl przypomniałem sobie parę słówek:
prezes – n masc C chairman; president; director;
zamiennie mógłbym używać jeszcze: boss; menager. Choć najlepiej oddawałby mój faktyczny status w firmie: second in command; assistant menager; representative of chief executive. Ale chyba nigdy nie dogadałbym się z szefem obsługi. =p
Z myślą o późnym śniadaniu, spacerze nad morze, potem krótkiej drzemce - z lekkim przymrużeniem oka - kończę tą notke.
Taki ze mnie h4×0r!
23 listopad, 2006[słuchając Archive - Again]
Znów dostałem reprymendę za to, że rzadko publikuję. Wymyśliłem więc, że napisze o czymkolwiek zwykłym z dowolnie wybranego dnia. Tylko po to aby sprawdzić czy mój ‘czytelnik kontrolny’ (ajt?) nadal pozytywnie oceni pojawiający się tu materiał.
Dziś zainstalowałem kupiony za październikową wypłatę dysk 300GB. Dopiero dziś, bo miałem spokojniejsze popołudnie i wolną chwilę aby podłubać przy Maszynie. Wiedziałem przecież, że dawno nie odkurzana może mi przysporzyć astmę – lub przynajmniej silny atak kaszlu – jak tylko włożyłbym tam dłonie i czegokolwiek dotknął. Toteż odłączyłem okablowanie, wydobyłem Maszynę spod biurka i ostrożnie zbliżyłem się do niej z odkurzaczem. Piersze warstwy osadu poddały się bez walki, ukazując wnętrze Maszyny – co pozwoliło mi zdemontować prowizorycznie zamontowane dyski. Potem przyszła pora na interwencję suchą szmatką a drobniejsze elementy musiałem przetrzeć pędzelkiem. Potem dokręciłem zbyt głośny wiatrak na płycie głównej i mogłem zainstalować wszystkie elementy z powrotem, razem z nowym ‘nie śmiganym’ dyskiem.
(ten nowy leży po prawej)
[Goo Goo Dolls -Iris (live)]
Najśmieszniejsze jednak jest to, że wszystkie śrubki odkręcałem/dokręcałem przy pomocy… pilnika do paznokci. Przyczyna? Dość prosta!
Wszystkie narzędzia są mi potrzebne przy remoncie, czyli jak ja to nazywam “Na Budowie”. Ale w rezultacie – brak narzędzi nie powstrzymał prawdziwie geek’owego h4×0ra =p
Nie licząc odkurzacza i szmatki poradziłem sobie przy pomocy tych oto prostych przedmiotów (In your face, MacGyver!):
[Gardenian - Funeral]
Wnioski:
1) Popędzany przez ‘czytelnika kontrolnego’ – zaczynam publikować.
2) Wpis miał być o czymś ‘zwykłym’ lub ‘codziennym’ a dysków nie instaluje się każdego dnia – przez co nabieram podejrzeń o kolejnej pozytywnej ocenie dzisiejszej notki.
3) Udało mi się wcisnąć wzmiankę o “Budowie”.
4) Prowadzenie dziennika on-line prowadzi do kłopotów i nieporozumień? – Tezę zweryfikować.
Lustereczko, powiedz przecie…
10 listopad, 2006…czy ktoś za mną nie jedzie. A może jedzie z lewej… a może z prawej, hm?
Dziś, po powrocie do domu, zastanowił mnie pewien fakt. Otoż ludzie mają tendencję do zakładania z góry, że pewne rzeczy są takie oczywiste. To, że jak zwykle wieczorem czesałem moją dziewczynę zanim nie pojechałem do siebie. To, jak dobrze siędziś bawiłem na 4-ro osobowym wypadzie na pizze. Te, jak i inne ‘oczywistości’ każdego dnia mogą się wydawać błahe dopóki ktoś nie wjedzie w Ciebie furgonetką. Zepchnie cie z twojego pasa na krawężnik, aż nie wjedziesz na pobocze i nie owiniesz się autem o słup, nie-daj-boże kosząc kogoś z przystanku autobusowego.
Tak – wiem, że padało i był późny wieczór, słaba widoczność itp. …
Tak – wiem, że może jechałem ciut szybciej i mogł się mnie tam nie spodziewać…
… na szczęście nic się nie stało. Jak natrąbiłem na niego to odbił na swoj pas a ja spod samego krawężnika uciekłem tuż przed niego. Nic się nie stało ale miałem jego lusterko tuż przy twarzy…
Nic się nie stało, ale intensywniej pamietam zapach Jej włosów i smak ust przy pocałunku na ‘dowidzenia’.
I wcale nie jest oczywiste to, że dziś znów Ją czesałem. Równie prawdopodobnie mogłem zawinąć auto na słupie.
I ciesze się, bo to był bardzo dobry i udany wieczór .


