Dziś Leszkowe urodziny. Wchodzi w kolejne ćwierćwiecze, czyli zostawia za sobą pierwszą ćwiartę wieku i rozpoczyna następną. Tradycyjnie udam się do niego w gości dzierżąc flaszeczke WŻG oraz grześka w czekoladzie. A może to nie tradycja tylko brak pomysłu na prezent? Nie… to i tak przecież chodzi o pamięć.
Lech to jeden z niewielu ludzi, którzy poznani wiele (WIELE – będzie już 10!) lat temu, cieszyli się moim kompletnym zaufaniem i przyjaźnią przez ten czas. Poprzez liceum i studia, a i potem w ‘dorosłe’ życie, czasem bliżej, rzadziej dalej – ale zawsze gdzieś wspólnie na orbicie!
Lechu! Napisałeś to na moje urodziny… ale ja po prostu musze to powtórzyć: Lechu – jesteś moim bratem!
Życze Ci wszystkiego najlepszego – aby zawsze była ambicja i siła aby ją realizować, aby zawsze było zdrowie i czas żeby je trwonić, aby zawsze były marzenia i cierpliwość aby się za nimi uganiać!
Cheers to you my mate! Never ever fall from grace!