Na uropie…

By sim6mon

…studenckim, czy dziekańskim – nie wiem jak to się teraz nazywa.

Musiałem spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać się, że pewne sprawy mnie przerosły. Nie napisałem pracy magisterskiej, ani w pierwszym ani w drugim terminie. Stąd jedynym wyjściem teraz była powtórka seminarium dyplomowego. Zaczynam w październiku. Jedynymi zaletami tej dycyzji są ulgowe przejazdy i spokojna głowa na najbliższe pół roku. A tak pozatym to czuję się głupio.

Głupio mi z tym jak nie radzę sobie z niektórymi sprawami których się podjąłem. Staram się lecz zaczyna brakować mi sił.

Pomyśłałem sobie teraz, że przecież dawno nic nie opublikowałem tutaj z różnych względów. Teraz myśłę, że może prześledze niektóre wpisy i zobaczę czy nadają się jednak do publikacji bo okazuje się, że posiadanie bloga wcale nie jest takie straszne jak niektórym się wydawało.

Mam parę pomysłów ale na wszelki wypadek nie podzielę się nimi jeszcze – a nuż nie udałoby mi się ich zrealizować i tylko bym się tym dręczył.  Zobaczymy co przyniesie najbliższy czas… bo przecież zawsze coś przynosił.

Odpowiedzi: 3 do “Na uropie…”

  1. ike mówi:

    Po prostu pisz ziom. Ucieszyłem się, że coś napisałeś. ;-)

  2. sim6mon mówi:

    Postaram się… może to pomoże mi ogarnąć niektóre sprawy.

  3. Lucyna mówi:

    Nie pytaj, jak to zrobiłam… Sama nie bardzo wiem :P Klikałam od linka do linka i jakoś tu trafiłam… aż się zdziwiłam… :P
    Proponuję spotkać się kiedyś na piwo/herbatkę/soczek, tak o, po prostu ;)
    Pozdrawiam ;)

Dodaj komentarz