Po pępkowym…

By sim6mon

… bolała mnie głowa, ale tylko trochę. Mała Hania będzie zdrową dziewczyną skoro tyle piliśmy za jej zdrowie… Ale od początku.

Szybkim manewrem oskrzydlającym wykonanym przez Redhenda wprosiliśmy się na wieczór do Lecha (który to za bardzo się nie opierał =P ) i o umówionej godzinie, stosownie zaopatrzeni zawitaliśmy u jego progów. Moje pierwsze wrażenie z wizyty to fakt, że nie widzieliśmy się chyba całe wieki. Lech oczywiście się nie zmienił za bardzo ale za to mieszkanie ma, że tak powiem ‘odpicowane’. Rozsiadliśmy się wygodnie i rozpoczęliśmy pępkowe.

Co tu dużo opowiadać, był miód i wódka, kanapki z ogórkami a nad ranem makkwak. Było bosko, ot co.

Kończę z serdecznym pozdrowieniem dla ekipy z imprezy!

Dodaj komentarz