Wielokrotnie zastanawiałem się nad pytaniem: “Czy ciężko jest samodzielnie zrobić chleb?” Otóż okazuje się, że nie. Jest to dość łatwe choć czasochłonne (dużo czekania na wyrośnięcie ciasta). Przepis dostałem od kucharza z wykształceniem i pasją do gotowania, praktykującego w swoim zawodzie. Aby dać Wam miarę jak bardzo wierzę w kompetencje Grzesia (bo to on jest owym kucharzem), to nie zwątpiłbym w niego nawet jeśli powiedziałby, że potrafi przyrządzić kamienie.
Oto przepis:
Składniki:
- 1 kg mąki przennej (ok. 2.50 zł);
- 200 g mąki żytniej (5 zł za kg więc ok 1 zł);
- 0,7 l ciepłej wody (nie za gorąca – taka do której można spokojnie włożyć rękę;
- 0,3 l piwa (2 zł);
- 5 dkg drożdży (0.40 zł);
- 1 stołowa łyżka soli;
- odrobina margaryny do pieczenia – masło również się nada.

Na zdjęciu jest prawie wszystko co jest potrzebne – zaznaczam, że z widocznej tu 10 dkg kostki drożdży dajemy połowę.
Opcjonalnie potrzebne będą: ziarna (np. pestki dyni, słonecznik itp.), roztrzepane jajko do posmarowania z wierzchu, trochę mąki orkiszowej (ok 100 g) jeśli ktoś lubi bardziej kwaskowy chleb, prażona lub zeszklona cebulka – co do przyprawienia chleba ogranicza Was jedynie wyobraźnia.
Z narzędzi najważniejsza jest odpowiednio duża miska – w której to ciasto będzie mogło przynajmniej dwukrotnie powiększyć swoją objętość. Oprócz tego formy do pieczenia. Ja używam dwóch dużych keksowników ale przyznam się, że piekłem chleb również w garnku Tefal Ingenio.
Sposób wykonania:
Do miski wlewamy wodę i piwo, dodajemy drożdże. Najłatwiej odrywać widelcem małymi kawałkami od kostki. Mieszamy dopóki się całe nie rozpuszczą. Dodajemy resztę składników i mieszamy ciasto ręką. Jak już wszystkie składniki rozmieszają się i tworzą w miarę jednolitą masę, zarabiamy ciasto tak, jak byśmy chcieli je napowietrzyć – ruchem nagarniającym od spodu. Konsystencja ciasta przypomina trochę bardzo gęste ciasto naleśnikowe.
Takie oto ciasto przykrywam szmatką i zostawiam do wyrośnięcia na około 1 godzinę. Polecam kontrolować ciasto raz na jakiś czas gdyż może wyrosnąć ponad misę i rozlać się po blacie. Po tym czasie – ciasto powinno podwoić swoją objętość:

Można teraz przygotować keksownik (czy też inną formę) wysmarowując ją po brzegi margaryną do pieczenia. Jak wspomniałem wcześniej, masło też się nada – jednak chleb może bardziej przywrzeć do formy. Teraz trzeba zarobić ciasto w misie i podzielić je po równo do form. Dobrze, jeśli ciasto przełożone do formy, zajmuje ją do połowy wysokości, ponieważ znów należy odstawić je do wyrośnięcia. Po około godzinie ciasto będzie gotowe do pieczenia, dlatego polecam na 15 minut przed tym czasem nagrzać piekarnik do 170 stopni Celcjusza.

Teraz można posmarować ciasto po wierzchu, roztrzepanym jajkiem i można wstawiać do piekarnika.
Ja dysponuję elektrycznym piekarnikiem z termoobiegiem, więc podane tu czasy i temperatury polecam dostosować do sprzętu którym dysponujemy. Najskuteczniejsza jest tu zwykle metoda prób i błędów.
Pierwsze 25-30 minut pieczemy bez termoobiegu! Po tym czasie należy ostrożnie wyjąć chleb z formy, jeśli wszystko poszło dobrze – bochen powinien lekko dać się wyjąć. Włożyć z powrotem do piekarnika i piec następne 20-25 minut. Chleb który piekłem dziś prezentuje się tak:

Jeśli wolicie ciemniejsze pieczywo – dajcie więcej mąki żytniej, Zachęcam też do eksperymentowania z dodatkami. Muszę też w tym miejscu przyznać, że przyciśnięty brakiem niektórych składników – upiekłem chleb z 1 litra wody, małej kostki drożdży i 1kg zwykłej mąki. Był biały i wyrósł trochę mniej niż zwykle – ale nadal był smaczny.
Z powyższego przepisu wychodzą dwa duże chleby które bez dodatków konserwantów czy spulchniaczy, zachowują świeżość przez około tygodnia. A nawet po tygodniu – wychodzą z nich pyszne chrupiące tosty.
Pozostaje mi tylko przeprosić za słabą jakość zdjęć, gdyż mam trochę mało światła w kuchni a nie dysponuję na razie moim statywem. Może odważę się kiedyś zrobić z tego film. Pozdrawiam!
