Tak naprawde, to nie uwięziony – a w pracy (co wychodzi na to samo!). Tylko co to za pracowanie, jak nie mam tam w co ręki włożyć? Przywiozłem ludzi do pracy i czekam aż skończą aby odwieźć ich do domu. Transport jest potrzebny ponieważ nie ma tych ludzi już gdzie zakwaterować. Ja mam tu parę spraw do załatwienia ale uwinę się z nimi w 30 minut. I co dalej? Spacerować do 16.20? Muszę się zająć czymś czasochłonnym aż do fajrantu. Na początek padło na kawiarnie internetową…
- Tylko co to za kawiarnia bez kawy, “pytam oczywiście! Kawiarnie bez kawy są na mojej czarnej liście!”
Oprócz tego zjem coś i na spacer nad morze sobie pojdę. Praca całkiem przyjemna, prawda? Tylko na dłuższą metę, chętnie zamieniłbym się z kimkolwiek kto ma przed sobą jasno postawione cele, jakieś zadanie do wykonania np.
- Wykopać dół od tego miejsca do 16 tej! (cytując Wojskową Teorię Czasoprzestrzeni)
Nieraz zazdroszcze ludziom, którzy na koniec dnia pracy widzą efekty swoich działań (ale to tylko czasem =P ). Mnie czeka oglądanie efektów mojej pracy dopiero jak będę ‘Na Budowie’.
Przy okazji, chciałem opowiedzieć jeszcze, jak to czasem posługując się tym samym językiem obcym, ciężko się dogadać. Wchodząc na robotę z ludźmi aby zrobić kilka zdjęć do dokumentacji, zostałem zaczepiony przez szefa obsługi (crew officer) który był rosjaninem lub jakimś innym sąsiadem ze wschodu. On po angielsku i ja po angielsku ale jakoś nie mogliśmy się dogadać.
- Who gave you permission to come on board? – zagaduje.
- Do I need permission? I’m one of the owners of the company that is refitting the ship.
- The owner? The owner is norwegian. We can talk to the captain. – odpowiada mi wyraźnie nie rozumiejąc.
- You don’t understand. My people repair the ship.
- No. We have a company to repair the ship. – Już wtedy nie miałem wątpliwości, że mnie nie zrozumiał.
- I’m one of the owners of the company. – Odparłem tak prosto jak się dało, lecz widząc niezrozumienie w oczach, dodałem: – I am the owner of the workers!
- Aaaahh. – Uśmiechnął się i pokiwał głową. Na zgodę udałem się do oficera pokładowego (deck officer) po przypinaną przepustkę z napisem VISITOR.
I pomyślałem: “Owner of the workers”? – Prościej nie dało się powiedzieć ale co to oznacza! Jestem właścicielem robotników? Hehe – prawie jak handel niewolnikami. No ale najważniejsze, że się dogadaliśmy i że jestem bogatszy w nowe doświadczenie. A korzystając ze słownika internetowego www.ling.pl przypomniałem sobie parę słówek:
prezes – n masc C chairman; president; director;
zamiennie mógłbym używać jeszcze: boss; menager. Choć najlepiej oddawałby mój faktyczny status w firmie: second in command; assistant menager; representative of chief executive. Ale chyba nigdy nie dogadałbym się z szefem obsługi. =p
Z myślą o późnym śniadaniu, spacerze nad morze, potem krótkiej drzemce - z lekkim przymrużeniem oka - kończę tą notke.