Na uropie…

17 kwiecień, 2007 - autor: sim6mon

…studenckim, czy dziekańskim – nie wiem jak to się teraz nazywa.

Musiałem spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać się, że pewne sprawy mnie przerosły. Nie napisałem pracy magisterskiej, ani w pierwszym ani w drugim terminie. Stąd jedynym wyjściem teraz była powtórka seminarium dyplomowego. Zaczynam w październiku. Jedynymi zaletami tej dycyzji są ulgowe przejazdy i spokojna głowa na najbliższe pół roku. A tak pozatym to czuję się głupio.

Głupio mi z tym jak nie radzę sobie z niektórymi sprawami których się podjąłem. Staram się lecz zaczyna brakować mi sił.

Pomyśłałem sobie teraz, że przecież dawno nic nie opublikowałem tutaj z różnych względów. Teraz myśłę, że może prześledze niektóre wpisy i zobaczę czy nadają się jednak do publikacji bo okazuje się, że posiadanie bloga wcale nie jest takie straszne jak niektórym się wydawało.

Mam parę pomysłów ale na wszelki wypadek nie podzielę się nimi jeszcze – a nuż nie udałoby mi się ich zrealizować i tylko bym się tym dręczył.  Zobaczymy co przyniesie najbliższy czas… bo przecież zawsze coś przynosił.

Na wczorajszym egzaminie z prawa…

25 marzec, 2007 - autor: sim6mon

… na kursie organizowanym w SKWP.

Prowadzący – konkretny facet w dobrze leżącej marynarce, może pod czterdziestkę ale wygląda na młodszego – opowiada o tym jak będzie wyglądał egzamin:

- Dzisiejszy egzamin to głównie test wyboru, lecz jest też kilka pytań opisowych, gdzie odpowiedzi należy podać w odpowiedniej kolejności. Po tym jak rozdam państwu kartki ma zapaść absolutna cisza. Od wielu lat praktykuję zasadę odpowiedzialności zbiorowej wobec egzaminowanych przezemnie osób. Polega to na tym, że jeśli usłyszę jak ktoś próbuje ‘konsultować’ się z  drugą osobą – wszyscy bez wyjątku kończą pisanie. Jest to metoda sprawdzona, która czasem działała dopiero za drugim razem ale zawsze działała dlatego właśnie ją stosuję. Jeśli ktoś ma jakąś potrzebę, na przykład: iść do toalety; pożyczyć długopis lub cokolwiek innego – proszę o załatwienie tego zanim rozdam testy. Potem ma być tak cicho abym wyraźnie mogł usłyszeć latającą muchę. Jakieś pytania?

Na sali zapada absolutna cisza – wszyscy z przerażeniem zastanawiają się co to będzie jeśli ktoś inny się odezwie. Odpowiedzialność zbiorowa to wielka odpowiedzialność… Nagle jeden z 3 obecnych na sali mężczyzn podnosi lekko rękę i pyta:

- Przepraszam. Kiedy wypuści pan muchę?

Ktokolwiek widział? Ktokolwiek wie?

24 styczeń, 2007 - autor: sim6mon

Znając wcześniejsze dokonania panów z Tenacious D, nie moge się doczekać aż zobacze ten film – chociaż nie spodziewam się, że pojawi się u nas kinach =P
Trailer:

— taaak.. tu miał być trailer filmu ‘Pick Of Destiny’ lecz nie wiem jak wkleić zagnieżdzoną przeglądarke (embed po prostu nie działa) —

Lubi mnie =D

12 styczeń, 2007 - autor: sim6mon

- Lubie Cię – powiedziała.

- Dlaczego?

………….

- Bo jesteś ciepły jak ja jestem zimna i zimny jak ja jestem ciepła.

Lech Karol Pawłaszek – you tha man!

22 grudzień, 2006 - autor: sim6mon

Dziś Leszkowe urodziny. Wchodzi w kolejne ćwierćwiecze, czyli zostawia za sobą pierwszą ćwiartę wieku i rozpoczyna następną. Tradycyjnie udam się do niego w gości dzierżąc flaszeczke WŻG oraz grześka w czekoladzie. A może to nie tradycja tylko brak pomysłu na prezent? Nie… to i tak przecież chodzi o pamięć.

Lech to jeden z niewielu ludzi, którzy poznani wiele (WIELE – będzie już 10!) lat temu, cieszyli się moim kompletnym zaufaniem i przyjaźnią przez ten czas. Poprzez liceum i studia, a i potem w ‘dorosłe’ życie, czasem bliżej, rzadziej dalej – ale zawsze gdzieś wspólnie na orbicie!

Lechu! Napisałeś to na moje urodziny… ale ja po prostu musze to powtórzyć: Lechu – jesteś moim bratem!

Życze Ci wszystkiego najlepszego – aby zawsze była ambicja i siła aby ją realizować, aby zawsze było zdrowie i czas żeby je trwonić, aby zawsze były marzenia i cierpliwość aby się za nimi uganiać!

Cheers to you my mate! Never ever fall from grace!

Zaraz wracam…

28 listopad, 2006 - autor: sim6mon

…może właśnie dlatego zajął dwa miejsca na parkingu. Zrobione parę dni temu. Wybaczcie jakość ale zrobiłem je w pośpiechu, jedną nogą wsiadająć już do autobusu.

BRB

 

Uwięziony w Świnoujściu!

27 listopad, 2006 - autor: sim6mon

Tak naprawde, to nie uwięziony – a w pracy (co wychodzi na to samo!). Tylko co to za pracowanie, jak nie mam tam w co ręki włożyć? Przywiozłem ludzi do pracy i czekam aż skończą aby odwieźć ich do domu. Transport jest potrzebny ponieważ nie ma tych ludzi już gdzie zakwaterować. Ja mam tu parę spraw do załatwienia ale uwinę się z nimi w 30 minut. I co dalej? Spacerować do 16.20? Muszę się zająć czymś czasochłonnym aż do fajrantu. Na początek padło na kawiarnie internetową…

- Tylko co to za kawiarnia bez kawy, “pytam oczywiście! Kawiarnie bez kawy są na mojej czarnej liście!”

Oprócz tego zjem coś i na spacer nad morze sobie pojdę. Praca całkiem przyjemna, prawda? Tylko na dłuższą metę, chętnie zamieniłbym się z kimkolwiek kto ma przed sobą jasno postawione cele, jakieś zadanie do wykonania np.

- Wykopać dół od tego miejsca do 16 tej! (cytując Wojskową Teorię Czasoprzestrzeni)

Nieraz zazdroszcze ludziom, którzy na koniec dnia pracy widzą efekty swoich działań (ale to tylko czasem =P ). Mnie czeka oglądanie efektów mojej pracy dopiero jak będę ‘Na Budowie’.

Przy okazji, chciałem opowiedzieć jeszcze, jak to czasem posługując się tym samym językiem obcym, ciężko się dogadać. Wchodząc na robotę z ludźmi aby zrobić kilka zdjęć do dokumentacji, zostałem zaczepiony przez szefa obsługi (crew officer) który był rosjaninem lub jakimś innym sąsiadem ze wschodu. On po angielsku i ja po angielsku ale jakoś nie mogliśmy się dogadać.

- Who gave you permission to come on board? – zagaduje.

- Do I need permission? I’m one of the owners of the company that is refitting the ship.

- The owner? The owner is norwegian. We can talk to the captain. – odpowiada mi wyraźnie nie rozumiejąc.

- You don’t understand. My people repair the ship.

- No. We have a company to repair the ship. – Już wtedy nie miałem wątpliwości, że mnie nie zrozumiał.

- I’m one of the owners of the company. – Odparłem tak prosto jak się dało, lecz widząc niezrozumienie w oczach, dodałem: – I am the owner of the workers!

- Aaaahh. – Uśmiechnął się i pokiwał głową. Na zgodę udałem się do oficera pokładowego (deck officer) po przypinaną przepustkę z napisem VISITOR.

I pomyślałem: “Owner of the workers”? – Prościej nie dało się powiedzieć ale co to oznacza! Jestem właścicielem robotników? Hehe – prawie jak handel niewolnikami. No ale najważniejsze, że się dogadaliśmy i że jestem bogatszy w nowe doświadczenie. A korzystając ze słownika internetowego www.ling.pl przypomniałem sobie parę słówek:

prezesn masc C chairman; president; director;

zamiennie mógłbym używać jeszcze: boss; menager. Choć najlepiej oddawałby mój faktyczny status w firmie: second in command; assistant menager; representative of chief executive. Ale chyba nigdy nie dogadałbym się z szefem obsługi. =p

Z myślą o późnym śniadaniu, spacerze nad morze, potem krótkiej drzemce - z lekkim przymrużeniem oka - kończę tą notke.

Taki ze mnie h4×0r!

23 listopad, 2006 - autor: sim6mon

[słuchając Archive - Again]

Znów dostałem reprymendę za to, że rzadko publikuję. Wymyśliłem więc, że napisze o czymkolwiek zwykłym z dowolnie wybranego dnia. Tylko po to aby sprawdzić czy mój ‘czytelnik kontrolny’ (ajt?) nadal pozytywnie oceni pojawiający się tu materiał.

Dziś zainstalowałem kupiony za październikową wypłatę dysk 300GB. Dopiero dziś, bo miałem spokojniejsze popołudnie i  wolną chwilę aby podłubać przy Maszynie. Wiedziałem przecież, że dawno nie odkurzana może mi przysporzyć astmę – lub przynajmniej silny atak kaszlu – jak tylko włożyłbym tam dłonie i czegokolwiek dotknął. Toteż odłączyłem okablowanie, wydobyłem Maszynę spod biurka i ostrożnie zbliżyłem się do niej z odkurzaczem. Piersze warstwy osadu poddały się bez walki, ukazując wnętrze Maszyny – co pozwoliło mi zdemontować prowizorycznie zamontowane dyski. Potem przyszła pora na interwencję suchą szmatką a drobniejsze elementy musiałem przetrzeć pędzelkiem. Potem dokręciłem zbyt głośny wiatrak na płycie głównej i mogłem zainstalować wszystkie elementy z powrotem, razem z nowym ‘nie śmiganym’ dyskiem.

Haxor1

(ten nowy leży po prawej)

[Goo Goo Dolls -Iris (live)]

Najśmieszniejsze jednak jest to, że wszystkie śrubki odkręcałem/dokręcałem przy pomocy… pilnika do paznokci. Przyczyna? Dość prosta!

Wszystkie narzędzia są mi potrzebne przy remoncie, czyli jak ja to nazywam “Na Budowie”. Ale w rezultacie – brak narzędzi nie powstrzymał prawdziwie geek’owego h4×0ra =p

Nie licząc odkurzacza i szmatki poradziłem sobie przy pomocy tych oto prostych przedmiotów (In your face, MacGyver!):

Narzędzia…

[Gardenian - Funeral]

Wnioski:

1) Popędzany przez ‘czytelnika kontrolnego’ – zaczynam publikować.

2) Wpis miał być o czymś ‘zwykłym’ lub ‘codziennym’ a dysków nie instaluje się każdego dnia – przez co nabieram podejrzeń o kolejnej pozytywnej ocenie dzisiejszej notki.

3) Udało mi się wcisnąć wzmiankę o “Budowie”.

4) Prowadzenie dziennika on-line prowadzi do kłopotów i nieporozumień? – Tezę zweryfikować.

Lustereczko, powiedz przecie…

10 listopad, 2006 - autor: sim6mon

…czy ktoś za mną nie jedzie. A może jedzie z lewej… a może z prawej, hm?
Dziś, po powrocie do domu, zastanowił mnie pewien fakt. Otoż ludzie mają tendencję do zakładania z góry, że pewne rzeczy są takie oczywiste. To, że jak zwykle wieczorem czesałem moją dziewczynę zanim nie pojechałem do siebie. To, jak dobrze siędziś bawiłem na 4-ro osobowym wypadzie na pizze. Te, jak i inne ‘oczywistości’ każdego dnia mogą się wydawać błahe dopóki ktoś nie wjedzie w Ciebie furgonetką. Zepchnie cie z twojego pasa na krawężnik, aż nie wjedziesz na pobocze i nie owiniesz się autem o słup, nie-daj-boże kosząc kogoś z przystanku autobusowego.

Tak – wiem, że padało i był późny wieczór, słaba widoczność itp. …

Tak – wiem, że może jechałem ciut szybciej i mogł się mnie tam nie spodziewać…

… na szczęście nic się nie stało. Jak natrąbiłem na niego to odbił na swoj pas a ja spod samego krawężnika uciekłem tuż przed niego. Nic się nie stało ale miałem jego lusterko tuż przy twarzy…

Nic się nie stało, ale intensywniej pamietam zapach Jej włosów i smak ust przy pocałunku na ‘dowidzenia’.

I wcale nie jest oczywiste to, że dziś znów Ją czesałem. Równie prawdopodobnie mogłem zawinąć auto na słupie.

I ciesze się, bo to był bardzo dobry i udany wieczór .

Pierwszy wpis!

31 październik, 2006 - autor: sim6mon

Ćwierćwiecze i 4 dni… hmm…

Miałem pięćset pomysłów na to jakiego bloga by założyć (licząc ten pomysł, że bloga nie zakładam – to pięćset jeden). Jednym z punków zaczepienia miał być fakt zakupienia mieszkania. Coś na kształt pamiętnika z remontu. Jednak myśl o tym, że miałbym się rozkręcić, pchnęła mnie w bardziej… globalne spojrzenie na tą kwestie. W sumie niedawno obchodziłem 25 urodziny, a że z okazji urodzin czasem zaczyna się nowe rzeczy, kończy ze starymi, robi się podsumowania i inne takie ‘bzdury’ – postanowiłem zaczepić bloga o moje urodziny, moje ćwierćwiecze…

quarter (ang.) – (fourth part) – ćwierć, ćwiartka; czwarta część;

Technicznie rzecz biorąc jest to pierwszy wpis, lecz myślę, że niektóre wydarzenia dotyczące np. kupna wyżej wymienionego mieszkania zostaną antydatowane i umieszczone zgodnie ze swoją datą. Blog będzie przechodził metamorfozy (jak znam życie to wkrótce stanie się czarny =P ). Myślę też, że zaglądał będe tu w miare często – choćby po to aby umieścić zdjęcia.